To jest temat ciężkiego kalibru. Najpierw warto sprawdzić wszystko u lekarza. Jeśli badania niczego nie wykazują, pojawiają się pytania: skoro w ciele występują tak silne objawy nerwicy i doświadczenia, to co się właściwie dzieje?
Dziś, gdy jestem już na powierzchni, nie nazwałbym tego chorobą. Raczej organizmem, który bez możliwości odmowy zaprosił mnie do trudnej rozmowy i wędrówki przez wszystkie zakamarki ciała i umysłu.
I tak, było cholernie ciężko. Czasem wydawało się, że to nigdy się nie skończy.
Fragment książki
“Tej pierwszej nocy mój świadomy umysł nie był w stanie pojąć tego, co krzyczało ciało. Dzień po dniu, powoli uczyłem się, co próbuje mi przekazać. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to lekcja i mądrość. Uczucie „czarnej dziury” było pustką bez dna – wydawało się, że to stan, z którego nie ma powrotu.
Kiedy otworzyłem oczy w sobotę rano, było jeszcze gorzej niż w nocy. Zimne, długie prysznice pomagały tylko na moment. Czułem, jakby coś cofało mnie do wczesnego dzieciństwa. Bałem się, że umrę. W głowie, jak mantra, dudniła jedna myśl: Mamo, ratuj mnie.
Czułem się jak niemowlę, które bezpieczeństwo może znaleźć tylko w ramionach matki. Jakbym cofnął się we wszystkich stadiach rozwoju. Gdy płakałem przy niej, nie czułem wstydu – był tylko czysty strach. Trząsłem się, wymiotowałem, znów brałem zimny prysznic. Potężne ataki szlochu pozwalały mi przysnąć na kwadrans.”
A jednak dziś jestem tutaj.
Jak odróżnić lęk od realnego zagrożenia?
Teoretycy podadzą Ci mnóstwo technik i sposobów. Życzę Ci, żebyś miał siłę je zastosować i żeby zadziałały.
Ja przez pierwsze miesiące nie umiałem odróżnić lęku o zdrowie od realnego zagrożenia. Nieustannie byłem przekonany, że dzieje się ze mną coś poważnego. Ciało serwowało tyle różnych stanów, że trudno było znaleźć punkt oparcia.
Zresztą, jeśli czytasz ten tekst, być może sam wpisywałeś w Google pytania typu:
„czy to nerwica czy choroba?”,
„objawy nerwicy a choroba fizyczna”,
„czy atak paniki może powodować takie objawy?”,
„dlaczego ciągle boję się o zdrowie?”.
Jeżeli tak, to doskonale rozumiem ten stan.
Może to brzmi jak szaleństwo, ale z czasem zacząłem ufać temu, co się dzieje. Kiedy nie miałem już sił walczyć, poddawałem się totalnie… i przychodziła zmiana.
Kiedy ciało staje się polem walki
Do dziś zdarza mi się wpadać w błędne koło analizowania. Czasem wystarczy zwykłe swędzenie. Różnica polega na tym, że dziś nie idą za tym już takie emocje.
Na początku oczywiście tak nie było.
Każdy nowy sygnał z organizmu uruchamiał lęk. Każde ukłucie, zawrót głowy, uczucie zimna czy napięcie w brzuchu wydawało się dowodem na chorobę.
Dziś wiem, że wiele z tych doświadczeń było związanych z somatyzacją. To słowo długo mnie drażniło, bo wydawało mi się, że ktoś próbuje wmówić mi, że „to tylko w głowie”.
Tymczasem somatyzacja nie oznacza, że objawy są wymyślone.
Oznacza, że psychika, emocje i układ nerwowy mogą wyrażać się przez ciało.
A ciało potrafi mówić bardzo głośno.
Jakim cudem nadal żyję?
Mój terapeuta powiedział mi kiedyś bym pytał siebie:
„Jakim cudem ja nadal żyję?”
I w pewnych momentach nawet tych skrajnych na mojej twarzy pojawiał się uśmiech.
No właśnie.
Jakim cudem?
Tyle sytuacji, tyle „umierania”, tyle ataków paniki, tyle godzin spędzonych na analizowaniu objawów, a ja nadal żyję.
To pytanie zaczęło powoli rozbrajać lęk.
Błędne koło wyjaśnień
Umysł potrafi bez końca szukać potwierdzeń i wyjaśnień.
Oglądam rolki na Instagramie:
- histamina,
- gluten,
- MCAS,
- nietolerancje,
- kolejne zakazy,
- kolejne „cudowne rozwiązania”.
Nadaję temu ogromną ważność i nagle objawy się pojawiają.
Potem odbieram tej wiedzy władzę nad sobą, wracam do ciała i okazuje się, że znowu mogę normalnie jeść.
To pokazuje, jak potężna potrafi być psychosomatyka.
I że działa w obie strony.
Nie tylko jako źródło cierpienia, ale również jako droga do odzyskiwania zaufania do własnego organizmu.
Czy to była nerwica?
Jeżeli pytasz mnie dzisiaj, czy to była nerwica, zaburzenie lękowe, lęk o zdrowie czy somatyzacja, odpowiem:
Prawdopodobnie po trochu wszystko naraz.
Ale ważniejsze od nazwy było dla mnie odkrycie, że nie muszę już nieustannie walczyć z każdym objawem.
Myślę, że istnieje wybór, choć w środku lęku bardzo trudno dostrzec inne drogi i inne spojrzenia.

